TINY WORLD – Sezon 1 – RECENZJA

TINY WORLD (pol. Mały świat) – An Apple Original – Apple serial oryginalny. Amerykański przyrodniczy serial dokumentalny stworzony dla platformy APPLE TV+. Za produkcję serialu odpowiada Plimsoll Productions (brytyjskie studio produkcyjne założone przez Granta Mansfielda).

GATUNKI : dokumentalny / przyrodniczy
KRAJ PRODUKCJI : USA

Pierwszy sezon serialu TINY WORLD liczy 6 odcinków. Został on udostępniany widzom w całości w dniu 2 października 2020 roku. Całość możemy obejrzeć w języku polskim oczywiście na platformie APPLE TV+.

TINY WORLD – Sezon 1 – RECENZJA

OPIS WPROWADZAJĄCY BEZ SPOILERÓW

Serial prezentuje małych bohaterów świata przyrody. W każdym wypełnionym imponującymi zdjęciami odcinku Paul Rudd opowiada zaskakujące historie i przedstawia niezwykłe sposoby na przetrwanie tych najmniejszych ze stworzeń.

Jak sam mówi: „Planeta Ziemia jest tak spektakularna, że łatwo pominąć mniejsze formy życia. Ale przyjrzyjcie się bliżej, a tam jest cały nieodkryty świat. Świat, w którym mali bohaterowie i małe potwory, potrzebują niesamowitych supermocy, aby pomogły im zatriumfować nad gigantycznymi nierównościami / przeciwnościami”.

TINY WORLD – Sezon 1 – Recenzja – ANALIZA – część 1

Omawiany serial TINY WORLD (pol. Mały świat), to nie pierwsza przygoda Apple z produkcjami przyrodniczymi. Na starcie platformy APPLE TV+ 1 listopada 2019 roku pokazano widzom fascynujący film przyrodniczy „The Elephant Queen„. Była to produkcja opowiadająca o wędrówce afrykańskich słoni pod wodzą dzielnej Atheny. TINY WORLD to również nie jest pierwszy serial dokumentalny Apple. Serie cyklicznych dokumentów otworzył „Home„, a później poszło jak po sznurku. Teraz natomiast dostajemy dwa w jednym. Prezentowany TINY WORLD to przyrodniczy serial dokumentalny stworzony dla platformy APPLE TV+. W rolę narratora wciela się tu Paul Rudd. Aktor i producent znany chociażby z roli Scotta Langa w filmach MCU oraz postaci Bobby’ego Newporta w czwartym sezonie „Parks and Recreation„. To Paul Rudd z odcinka na odcinek przybliża nam życie i zwyczaje małych stworzeń naszej planety. Hasłem promującym serial jest natomiast zdanie, że „Heroes come in all sizes”.

Serial (właściwie pierwszy sezon) podzielono na 6 odcinków, gdzie każdy z nich pokazuje nam inne środowisko życia tych małych stworzeń. Kolejno z narracją Paula Rudda udajemy się do afrykańskiej sawanny, przemierzamy następnie dżunglę, by zajrzeć później na wyspy karaibskie. Następnie w czwartym odcinku udajemy się na australijskie stepy. To właściwie Outback, odnoszący się do rozległych, słabo zaludnionych, w przeważającej części pustynnych i półpustynnych obszarów w środkowej Australii. Piąty odcinek zabiera nas natomiast do lasu. Wszak zwykły las mocno różni się od dżungli, więc nie ma tu mowy o dublowaniu się środowiska życia. Ostatni odcinek sezonu to podróż w najbliższe nam otoczenie, czyli do naszych ogrodów tuż za domem. Te oczywiście również tętnią życie, o czym przekonuje nas szósty odcinek TINY WORLD (pol. Mały świat).

TINY WORLD – Sezon 1 – Recenzja – ANALIZA – część 2

Co dokładnie prezentuje nam serial TINY WORLD ? Tak jak w opisie wprowadzającym – przybliża on nam świat małych stworzeń, które mimo tycich rozmiarów i przeciwności losu walczą o przetrwanie na często nieprzyjaznej im Planecie Ziemia. Mowa tu oczywiście o takich małych stworzeniach, jak ssaki wielkości gryzoni oraz wszelkiego rodzaju owady. Pierwszy sezon nie porusza tematu tych rzeczywiście najmniejszych stworzeń naszej planety, czyli mikroskopijnych organizmów życia. Warto to więc nadmienić prezentując pierwsza odsłonę tej produkcji oryginalnej od Apple.

A jakie to nierówności i przeciwności losu serwuje życie tym małym stworzeniom ? Ich rozmiar to jedno. Mały często oznacza bezbronny, choć w naturze pozory potrafią mylić, o czym często na własnej skórze przekonują się różne większe od nich drapieżniki. Druga sprawa to sama planeta. Ta potrafi być dla nich niemiłosierna. Wyobraźcie sobie jakie zniszczenia potrafi w świecie tych małych stworzeń uczynić solidna ulewa w dżungli. Dla takich owadów to jak istne bombardowanie z powietrza. Dostać taką kroplą, to jak zostać zdzielonym kijem baseballowym. Baa, nawet więcej. Dla niektórych stworzeń to wręcz wyrok. Małe płazy też nie mają tam lekko, czego przekonujemy się na przykładzie pewnych czerwonawych osobników zamieszkujących opisywaną dżunglę. Taki silny deszcz może później wywołać rwące potoki przedzierające się u podnóży konarów ogromnych drzew. Sytuacja deszczowa to więc istna walka o przetrwanie.

Właściwie każdy odcinek przedstawia taką sytuację. Dla małych stworzeń to wręcz istna apokalipsa. Bez znaczenia czy będą to pożary stepów australijskich, czy inne szalejące żywioły. Wyobraźcie sobie co może uczynić takim owadom huragan szalejący po Karaibach. Przecież te huragany rozwalają dachy, a często nawet całe domy zbudowane przez ludzi. Jaką szansę na przetrwanie wobec nich ma więc taki mały owad ? To przecież istny Armagedon. Oni nie mają żadnych szans na obronę wobec takiego żywiołu. Przeżycie przejścia huraganu to nic innego jak przypadek i łut szczęścia. Tylko tyle i aż tyle.

TINY WORLD – Sezon 1 – Recenzja – ANALIZA – część 3

OK. wielkie pożary, huragany, czy tropikalny deszcz w dżungli rzeczywiście potrafią pobudzić wyobraźnie, jak to wszystko może oddziaływać na małe stworzenia. Jednakże w takim wypadku zastanawiacie się pewnie, jaką katastrofę może zgotować tym stworzeniom ogród, który stanowi ostatnie prezentowane środowisko życia. Jaki żywioł może spowodować tam masakrę ? No właśnie – niekoniecznie żywioł naturalny. Nie zapominajmy o ludzkiej aktywności 😉 Okazuje się bowiem, że takie niewinne koszenie trawy za domem, może być tragiczne w skutkach dla różnych mały stworzeń. Gdy noże kosiarki idą w ruch, to blady strach pada na wszystkie stworzenia mieszkające w trawach. Niektóre są tu przejazdem, ale i tak mogą się znaleźć w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie. Świetnie pokazane jest to na przykładzie wędrujących w trawie mrówek, co taka kosiarka może zrobić wkraczając na trasę ich wędrówki.

Żywioły to jednak wydarzenia okolicznościowe. Małe stworzenia walczą o przetrwanie właściwie każdego dnia, a nie tylko wtedy wraz z nadejściem żywiołu. Zagrożeniem dla nich mogą być większe drapieżniki, jak i przedstawiciele tego samego gatunku, skorzy do konfrontacji. Czasami dochodzi nawet do takich konfrontacji, o które byśmy nie podejrzewali te małe stworzenia. To oczywiście trzeba samemu zobaczyć, ale nie zaszkodzi przytoczyć jeden przykład. W odcinku z ogrodem jest ukazane jak mrówki bronią mszyce, które przynoszą im pewne korzyści. Gdy pożyteczna biedronka idzie zapolować na szkodniki, które są ich ulubionym przysmakiem, do akcji wkraczają mrówki. Te wręcz bezczelnie odpychają nacierającą biedronkę, aby ta nie dostała się do mszyc. Ostatecznie nawet strącają biedronkę z rośliny i ta z wysokości spada na ziemię. Jednak bez stresu. Biedronki to chrząszcze, a te mają do ochrony chitynowe pancerze, więc nasza biedronka przeżyje upadek nawet z dużej wysokości 😉

TINY WORLD – Sezon 1 – Recenzja – ANALIZA – część 4

Prezentowany serial nie zapomina jednak o kooperacji tych małych stworzeń z większymi osobnikami. Najlepiej taka symbioza jest ukazana w odcinku na sawannie. To oczywiście typowe oferowanie czyszczenia dużych osobników z wszelkich pasożytów i innych szkodników przyczepiających się do ich dużej tuszy. Innym razem chodzi o wykorzystanie czegoś, co przestało być użyteczne dla pierwotnych właścicieli. Tu oczywiście na pierwszy plan wysuwają się kraby, znajdujące porzucone na brzegu muszle.

Każdy odcinek serialu TINY WORLD (pol. Mały świat) ma właściwie jakiegoś swojego głównego bohatera. To on jest niejako tematem przewodnim odcinka o życiu w danym środowisku. Pierwszy odcinek ukazuje nam super sprintera sawanny wykorzystywanego na plakatach promujących ten serial. Podobno gdyby wyliczyć jego prędkość względem wielkości ciała, to byłby on trzy razy szybszy od geparda. Malec pomyka po sawannie niczym Speedy Gonzales lub Struś Pędziwiatr (org. Road Runner). Czasami jednak musi uważać, by nie trafić pod stopę olbrzymiego słonia. Innym razem musi uważać, by nie zabiło go wydalane przez takiego słonia gówno 🙂

Innym razem takim głównym bohaterem może być mały płaz. Natomiast w odcinku z ogrodem zaskoczeniem może być, że twórcy wybrali do tej roli chomika, żyjącego na wolności. Oczywiście nie oznacza to, że dany odcinek wyłącznie skupia się na osobnikach tego gatunku. To raczej postacie nadające narracji do życia w danej scenerii.

TINY WORLD – Sezon 1 – Recenzja – ANALIZA – część 5

Nie zapominajmy również o małych potworach. Wszak Paul Rudd mówi o nich we wstępie do serialu TINY WORLD. Tacy również radzą sobie w życiu, tylko w nieco inny sposób od pozostałych małych stworzeń. Jednym razem chodzi o ich specjalny mechanizm obronny, a innym razem może chodzić o styl ich życia. Tak czy inaczej oni również są częścią ekosystemów tego małego świata.

Przy tej okazji może warto dać wrażliwym widzom małe ostrzeżenie. (red. pomyślałem, że przyda się ono zważywszy na tytuł serialu i tego co możemy potencjalnie się w tej produkcji spodziewać).

ARACHNO ALERT !! Uwaga. Jeśli wśród czytelników są ludzie stroniący od ośmionogich potworów, to musicie trzy / cztery razy w tej produkcji wstrzymać oddech lub odwrócić wzrok (red. niepotrzebne skreślić). W pierwszym odcinku na sawannie pojawia się olbrzymi ptasznik. Właściwie trwa to raptem kilka sekund. Koleś próbował zaatakować z zasadzki mangustę. Debil jednak nie wiedział, że mangusty to nieźli fighterzy. Mały nie oznacza zawsze bezbronny 😉 Mangusta więc spuszcza szybko wpie… znaczy manto dużemu pająkowi.

Innym razem w dżungli pojawia się na krótko pająk. Jednak taki dziwaczny i nietypowy, że chyba nawet widzów ogarniętych arachnofobią on specjalnie nie zrazi. Do tego dochodzi jeszcze jedna sekundowa migawka pewnego pająka. Najgorzej sprawa się ma z pająkiem w ogrodzie. Ten gości na ekranie dość długo. To już nie są sekundy, ale minuta, może nawet dwie. Jednak poza tymi drobnymi incydentami warto pooglądać ten serial, nawet jeśli nie możecie patrzeć na pająki. A teraz zdjęcie – jednak spokojnie – dla odmiany coś łagodniejszego 😉 Nie macie tu do czynienia z pierwszym lepszym idiotą, który nie wie, że w necie nie powinno się umieszczać w ogólnodostępnych miejscach wrażliwych dla odbiorcy fotografii.

TINY WORLD – Sezon 1 – Recenzja – PODSUMOWANIE

Sam pomysł na ukazanie w każdym odcinku odmiennego środowiska życia można uznać za ciekawy. Tym sposobem otrzymujemy mały przegląd poszczególnych ekosystemów, w których żyją mali bohaterowie tego serialu. Akcentowanie narracji na jednych z nich, też nie jest złym pomysłem, choć oczywiście nie jest to nic oryginalnego. Taki styl przejawia się w wielu produkcjach przyrodniczych. Plusem nowatorskim jest natomiast każdorazowe ukazanie działania żywiołów na te małe stworzenia. To chyba najbardziej działa na wyobraźnie, bo raczej w przypadku takich sytuacji ludzie często myślą o sobie. Przy takich katastrofach zapominają, że nie żyją sami na tej planecie. No a skoro taki żywioł potrafi zrobić niezłą rozpierduchę w ludzkim gospodarstwie, to co dopiero może zrobić z istotami nieporównywalnie mniejszymi od przeciętnego człowieka.

Tym samym całościowo dostajemy kolejny dobry serial od Apple. I kolejną już fachowo przygotowaną produkcję przyrodniczą, co stawia ich procentowo w dobrym świetle na tle konkurencji. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji obejrzeć serialu Apple, zatytułowanego TINY WORLD (pol. Mały świat), to jest on dostępny na ich rodzimej platformie APPLE TV+.

Udostępnij w social mediach