Piractwo seriali w erze streamingu

Piractwo seriali w erze streamingu. Tak, ono nie zniknęło i nawet nie przejawia oznak, że niebawem umrze śmiercią naturalną. Patrząc na statystyki współcześnie piraconych seriali, to niewiele się one różnią od tego, z czym mieliśmy do czynienia dekadę temu. Piractwo seriali w erze streamingu nadal ma się dobrze (red. jeżeli w ogóle możemy użyć takiego określenia), choć jego powody mogą być nieco inne niż dziesięć lat temu. Przyjrzyjmy się dzisiaj bliżej tematyce piractwa seriali.

Co zmienił streaming seriali ? Co zmieniły takie serwisy jak NETFLIX, Amazon Prime Video i inne tego typu usługi ? Przede wszystkim jest to wygoda dla widzów. Wiele pożądanych tytułów w jednym miejscu i na wyciągnięcie ręki. Jedynie czego potrzebujemy do ich obejrzenia, to dostęp do internetu, jakaś forma wyświetlacza / ekranu oraz pieniądze na opłacenie dostępu do tych usług, za pośrednictwem których obejrzymy te seriale. Platformy te w legalny sposób pozyskują dla nas seriale i legalnie je nam udostępniają do obejrzenia przez określony czas. Często za ich udostępnieniem stoi również wysoka jakość obrazu oraz dźwięku, czego ze świeczką szukać wśród pirackich treści. Ludzie jednak nadal chętnie korzystają z usług piratów. Skąd to się bierze i jakie są tego powody ?

Piractwo seriali w erze streamingu – powody piractwa

Powodów na piracenie seriali jest wiele. Pierwszym bezapelacyjnym jest chęć korzystania za darmo. To się nie zmienia od lat. Pod tym względem Piractwo seriali w erze streamingu, czy jeszcze przed erą streamingu wygląda i wyglądało tak samo. Niektórzy widzowie po prostu nie mają zamiaru płacić za oglądanie seriali. Chcą oglądać zawsze za free i bez znaczenia dla nich, czy przy tym naruszają czyjeś prawa autorskie. Widzowie tacy uważają, że licencje ich nie dotyczą. Typowa postawa przedszkolaka -> chcę te słodycze i mam je natychmiast dostać. Czy za nie drodzy rodzice zapłacicie, czy je ukradniecie ze sklepu, to ani mnie to ziębi, ani grzeje. I tych ludzi nigdy nie obchodzi, że to samo mogą z łatwością obejrzeć na HBO GO, czy na platformie APPLE TV+.

Ta grupa wciąż jest bardzo liczna i to się nie zmienia. To leży głęboko w mentalności poszczególnych narodów. Są państwa, że tego typu piractwo jest na skale masową, a są też państwa, gdzie takie przypadki to dosłownie margines marginesu. Czasami jednak widzowie korzystają z pirackich treści z całkiem innych pobudek. Serialomoniacy zazwyczaj pochłaniają serial za serialem i nie ma dla nich żadnych barier. Korzystają z legalnych serwisów streamingowych, ale nie powstrzymują się od korzystania z pirackich treści, jeżeli ich ulubionego lub pożądanego serialu nie ma nigdzie w ich kraju dostępnego legalnie. W tym przypadku mamy do czynienia z tzw. usprawiedliwianiem karygodnej postawy. Tacy widzowie twierdzą, że jeżeli czegoś nie ma legalnie, a zostało wyprodukowane, to czemu mieliby tego nie obejrzeć. Świat sieciowy daje im takie możliwości i wtedy postawy moralne i etyczne wkładają na chwilę do kieszeni.

Piractwo seriali w erze streamingu – wykluczenie streamingowe

Wbrew pozorom liczba widzów z drugiego przykładu wcale nie jest drastycznie mniejsza od liczby widzów przedstawionym w przykładzie pierwszym. Czy można jednak usprawiedliwiać w ten sposób deptanie czyjeś własności intelektualnej ? Pierwszą grupę nic nie usprawiedliwia, druga grupa broni się hasłem braku dostępności danego serialu. Ten brak dostępności danych treści rzeczywiście bywa kłopotliwy. Weźmy pod uwagę samą Polskę. Między 2016 a 2019 rokiem polscy widzowie byli w grupie dość uprzywilejowanych użytkowników serwisów streamingowych. Mieliśmy dostęp do wszystkich usług globalnych. Oczywiście biblioteki treści tych serwisów różnią się znacznie w zależności od obszaru nadawania. Na przykładzie Netflixa niektórzy mogą zauważyć jak duże są różnice między amerykańską, kanadyjską czy brytyjską biblioteką tego serwisu, a biblioteką polską. Nie mniej jednak mieliśmy dostęp do tych serwisów, które rekompensowały nam w dużej mierze ubogą ofertę polskich kanałów telewizyjnych.

Sytuacja się zmienia od 2019 roku. Ostatnią uruchomioną usługą globalną dostępną w Polsce jest APPLE TV+. Właściwie do czasu jej uruchomienia polscy widzowie mieli dostęp do wszystkich globalnych platform streamingowych. Poza naszym zasięgiem jest od lat Hulu, ale platforma ta nie ma zasięgu globalnego. Podobnie sprawa się miała z DC Universe, który jest projektem lokalnym. Problemy pod tym względem zaczynają się natomiast od momentu uruchomienia platformy Disney+. Jeszcze daleka droga, aż stanie się ona usługą globalną, ale włodarze tej platformy etapowo udostępniają ją w kolejnych państwach świata. I tu niestety Polska robi ogony. Przyszło nam i przyjdzie jeszcze poczekać na start usługi Disney+ w naszym kraju. Problemem w tym przypadku jest fakt, że Disney nie sprzedaje teraz licencji na swoje oryginalne treści. Tym samym z powodu braku dostępności Disney+ zostaliśmy wykluczeni z dużego źródła pozyskiwania seriali. I tu wracamy do drugiej grupy widzów, którzy usprawiedliwiają w ten sposób piractwo.

Piractwo seriali w erze streamingu – wykluczenie językowe

Piractwo seriali w erze streamingu ma jeszcze inny wymiar. Część sieciowych usług zagranicznych jest dostępna w Polsce, ale nie posiada treści kierowanych do polskiego odbiorcy. Mówiąc krótko – jest pozbawiona polskiej wersji językowej. Wśród nich znajdziemy YouTube ze swoimi serialami oryginalnymi w ramach „YouTube Premium„. Mniejsza o to, że na chwilę porzucili oni pomysł zlecania seriali fabularnych. To Google, a dla nich to typowe porzucanie projektów, które później często przywracają w nieco innej formie. Udostępnili oni jednak w Polsce swoje seriale, ale nie pomyśleli o tym, by chociaż dodać do nich polskiej napisy. Podobnie sprawa się ma z omawianym na łamach strony Seriale Srebrnego Ekranu serwisem historycznym History Hit TV (red. przeczytajcie o tym w artykule „Słyszeliście o History Hit TV„). Za nimi jest chociażby Popcornflix z tą samą bolączką dotyczącą braku polskich tłumaczeń (red. możemy o nim szerzej przeczytać w popularnym na stronie artykule „Popcornflix – VOD w klimacie Netflixa„.

Takich przykładów możemy jeszcze mnożyć. Pandemia zmieniła na przykład plany Quibi i jej właściciel Jeffrey Katzenberg od razu udostępnił serwis globalnie. Co z tego że to zrobił, skoro same Quibi nie jest przygotowane pod polskiego widza, bo nie posiada polskich tłumaczeń tamtejszych seriali. Takie działania często nawet prowokują piratów. Ci przemycają gdzieś oryginalne treści z tych serwisów i niezależne grupy tłumaczy przygotowują pod nie napisy w języku polskim. No a przecież można tego było uniknąć. Nie możemy usprawiedliwiać tych serialomaniaków, którzy alternatywnie sięgają po te pirackie treści, ale możemy zrozumieć, że wina jest też po stronie tych wielkich streamingowych graczy, którzy olewają polską publikę i jej rodzimy język. Wykluczenie językowe jest sporym problemem i prowokuje ono Piractwo seriali w erze streamingu.

Piractwo seriali w erze streamingu – bariery językowe + dostępność

Baa, jeśli mówimy o brakach w polskich wersji językowych, to nie musimy daleko szukać. Amazon Prime Video od początku ma problem z polskimi tłumaczeniami. Dużo ich seriali ma już oczywiście obecnie przynajmniej polskie napisy. Jednak na przykład seriale japońskie i większość seriali hinduskich ich nie posiada i nie zanosi się, by w końcu je posiadało. To często seriale z 2016 i 2017 roku, więc lata mijają a nikt się nie kwapi, by dodać do nich polskie tłumaczenia. No baa, to przykład seriali azjatyckich, ale przecież ich oryginalne niemieckie produkcje też nie mają polskich tłumaczeń ! Co tu dużo mówić – Amazon ma jeszcze pod tym względem wiele pracy, by nadrobić te wszystkie niedociągłości, które są policzkiem w stronę polskiego widza.

Bariery językowe zawsze były problematyczne. Od lat dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku polscy widzowie mają szeroki dostęp do zagranicznych kanałów telewizyjnych dzięki telewizji satelitarnej. Jednak ze świeczką szukać tych widzów, co by w ten sposób oglądali seriale arabskie, czy tureckie, skoro nie mają pod ręką ich polskiego tłumaczenia.

W ostatnich latach stały się dość popularne VPN-y wykorzystywane również do rozrywki filmowo-serialowej. Brakuje nam na polskim rynku wielu amerykańskich seriali ABC, NBC i CBS, to niektórzy oglądają je za pośrednictwem VPN-ów. Oczywiście jeżeli język angielski nie stanowi dla nich zbyt dużej bariery językowej. Pozostali jednak, a ich jest większość, wolą opcję bardziej radykalną. Czekają na dostępność tych seriali nielegalnie w necie. Sięgają do nich dopiero, gdy pojawią się w sieci dostosowane napisy PL. Baa, niektórym wystarczają napisy angielskie (red. hmm zawsze mnie to zastanawia. Jeśli mają problemy ze słuchem, to mogą przecież użyć zagranicznych kanałów z napisami dla niesłyszących w ramach usług IPTV, a ich jest od groma i ciut ciut). I w ten sposób Piractwo seriali w erze streamingu nadal kwitnie i wcale nie zmierza ku końcowi.

Piractwo seriali w erze streamingu – statystyki są porażające

Statystyki piraconych seriali są porażające. Piraci się ich wciąż na dużą skale i łatwo znajdują one swoich odbiorców. Ostatnio media branżowe robiły ranking najczęściej piraconych serialu w czasie pandemii. W pierwszej dziesiątce znalazły się zarówno seriale niedostępne w Polsce, co daje usprawiedliwienie drugiej grupie widzów opisywanych w niniejszym artykule. Wśród nich jest serial DC Universe „Harley Quinn„, „Agents of S.H.I.E.L.D.” od stacji ABC oraz „The Mandalorian” oczywiście od Disney+. W pierwszej dziesiątce nadal jednak liderują seriale w Polsce dostępne. Tu od lat się nic nie zmienia i ludzie piracą na potęgę Grę o tron oraz „The Walking Dead” od AMC, który jest normalnie w Polsce nadawany na bieżąco na kanale FOX Polska. No ale co tam ludziska będą zawracały sobie głowę telewizją. Chcą mieć je przez neta i nic ich w tym temacie nie powstrzyma.

Piractwo seriali w erze streamingu – jakie rokowania ?

Jakie są rokowania w sprawie piractwa serialowego na przyszłość. Hmm, wygląda na to, że coraz gorsze. W 2020 roku wystartowały nowe duże platformy streamingowe HBO MAX oraz Peacock. Ten drugi jeszcze się nie wypowiada w sprawie strategii globalnej ekspansji. Ten pierwszy natomiast budzi pewne obawy. Ma on docelowo zastąpić HBO GO, o czym pisaliśmy w artykule „Nadchodzi schyłek HBO GO„. Wiemy kiedy to nastąpi za oceanem, ale nie wiemy kiedy to nastąpi w Polsce. HBO MAX serwuje od początku wiele nowości, a nie ma żadnej gwarancji, że każdy z prezentowanych tam tytułów zawita w Polsce w ramach usługi HBO GO. Dlatego konieczny jest pośpiech w temacie wdrażania globalnego HBO MAX, bo w przeciwnym razie ich seriale oryginalne będą kolejną pożywką dla piratów.

Problematyczne jest również CBS All Access. Ich Star Treki globalnie wykupiły do dystrybucji Netflix i Amazon Prime Video. Z pozostałymi serialami już natomiast różnie bywa. Włodarze platformy od czasu wybuchu pandemii nabrali wody w usta w sprawie ich planów globalnej ekspansji i rozpoczętej rok wcześniej procedury przenoszenia usług do Google Cloud. Ostatnio pisaliśmy też o zmianie stylu platformy APPLE TV+, która ma sięgać również po produkcje na obcej licencji (red. patrz -> „Apple TV+ się mocno zmienia„). Ta zmiana dotyka USA i nie ma gwarancji, że kiedykolwiek dotknie również Polskę. Jeśli natomiast model będzie stosowany w innych państwach poza Stanami Zjednoczonymi, to znowu zacznie się problem, że jedni mają coś, co nas interesuje, a u nas legalnie nie będzie to dostępne na APPLE TV+. I piracka spirala w akcji.

Piractwo seriali w erze streamingu – słowo końcowe

Piractwo seriali w erze streamingu trzyma się mocno, parafrazując utwór Wyspiańskiego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi nie wskazują, że nagle piractwo legnie w gruzach, bo przestanie być na nie zapotrzebowanie. Pierwsza opisywana grupa była, jest i będzie. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli oglądać seriale za darmo i których prawa do treści audiowizualnych kompletnie nie obchodzą. To kwestia mentalności narodowej oraz również wychowania. Druga omawiana grupa odbiorców natomiast czeka na brak wykluczenia streamingowego. Czeka na taki czas, gdzie wszystko to, co pojawia się za oceanem, będzie dostępne legalnie również gdzieś w Polsce (red. gdzieś w przestrzeni sieciowej). Niestety szanse na taki scenariusz są wciąż bardzo małe. Musimy pamiętać, że poza rządową propagandą, to Amerykanie mają głęboko gdzieś polski naród. Nigdy nie byliśmy dla nich krajem priorytetowym również na polu dostarczania rozrywki. Wiara w to, że szybko się to zmieni, jest mówiąc krótko dziecięcą naiwnością.

Piractwo seriali w erze streamingu może się nawet pogłębiać. Rozdrobnienie treści serialowych po różnych serwisach drażni wielu widzów. Nikt jednak nie zmusza ich do płacenia za każdą usługę równocześnie. Jak nie ma czegoś na Netflixie, możemy zrobić sobie od niego przerwę i przeskoczyć do innej usługi. Zwykli widzowie mają taką możliwość. Recenzenci serialowi mają tylko pod tym względem mniejsze pole manewru. Muszą być na bieżąco, a to zmusza do opłacania wszystkiego równocześnie. Często jest jednak tak, że zwykły widz z powodu braku jakiegoś serialu w jednym serwisie, ucieka w stronę piractwa, zamiast żonglerki usługami streamingowymi. Kolejny argument jaki się tu pojawia, to brak sensu wykupywania na miesiąc subskrypcji dla jednego serialu.

Eh, to zaklęte koło, bo powodów po sięganie do pirackich treści możemy w ten sposób mnożyć i mnożyć. Jednak tak wygląda rzeczywistość serialowa. Wiele więc musi się zmienić na świecie pod tym względem, aby piractwo stało się tematem z totalnego marginesu.

Udostępnij w social mediach