COBRA KAI – Sezon 2 – RECENZJA

COBRA KAI 2 – A NETFLIX ORIGINAL SERIES – Netflix serial oryginalny (pierwotnie serial oryginalny YouTube). Drugi sezon amerykańskiego młodzieżowego komediodramatu Martial arts pierwotnie udostępnianego w ramach YouTube Premium. Serial bazuje na filmach z serii The Karate Kid, których twórcą był Robert Mark Kamen. Informacje o producentach serialu oraz informacje z wstępnym zarysem fabuły całej historii, zostały zawarte w artykule dotyczącym pierwszej odsłony tego serialu – COBRA KAI 1.

GATUNKI : komediodramat / martial arts
KRAJ PRODUKCJI : USA

Drugi sezon serialu, podobnie jak pierwszy, liczy 10 odcinków. COBRA KAI 2 premierowo został udostępniony widzom w całości w dniu 24 kwietnia 2019 roku w serwisie YouTube Premium.

COBRA KAI – Sezon 2 – RECENZJA

OPIS WPROWADZAJĄCY NIE ZAWIERA SPOILERÓW, ALE POSIADA NAWIĄZANIA DO POPRZEDNIEGO SEZONU

W finale poprzedniego sezonu Johnny Lawrence będąc w posiadłości Daniela LaRusso dowiaduje się, że jego syn trenuje u jego niegdyś największego wroga. Sam LaRusso również jest zaskoczony faktem, że Robby jest synem Johnny’ego. Dodatkowo Miguel przed samym turniejem pokłócił się ze swoją dziewczyną również o Robby’ego, którego kolejny raz zauważył u jej boku. To wszystko nie może jednak zakłócić turnieju All Valley, do którego Miguel i cała reszta przygotowywali się przez ostatnie miesiące. Ku zaskoczeniu wszystkich do turnieju jako niezrzeszony z żadnym dojo przystępuje również Robby Keene.

Turniej rusza z kopyta, a pierwsze oklaski zyskuje Eli Moskowitz z nowym wizerunkiem Jastrzębia, za którym zaczynają szaleć dziewczyny. Miguel również daje radę i awansuje do półfinału. Na półfinał mocno liczyła również Aisha Robinson, ale ponosi porażkę. Na duchu próbuje podnieść ją Sam, która przeprasza za ostatnie miesiące swoją dawną kumpelę. W półfinale Jastrząb mierzy się z Robby’ym, ale Daniel LaRusso nawet nie ma początkowo zamiaru mu kibicować, bo ma za złe chłopakowi oszustwo. Później zmienia zdanie, a chłopak podczas walki zostaje kontuzjowany nieprzepisowym zagraniem Jastrzębia. Dyskwalifikacja rywala daje Robby’emu jednak finał, a LaRusso w szatni stawia go na nogi.

W finale Miguel Diaz mierzy się z Robby’ym, którego oficjalnie pod swoje skrzydła bierze Daniel LaRusso. Historia lubi się powtarzać i zawodnik Cobra Kai nieprzepisowo uderza przeciwnika. Zwycięzcą pojedynku mimo wszystko okazuje się Miguel Diaz, który na koniec dziękuje swojemu senseiowi. Ten jednak nie jest zadowolony, że jego syn został podczas tego turnieju ranny i ostatecznie pokonany. LaRusso natomiast przekonuje swojego ucznia, że jeszcze się odegra i zabiera go do specjalnego miejsca treningowego. Miguel natomiast mimo zwycięstwa chyba bezpowrotnie traci Sam zbulwersowaną jego zachowaniem przed i podczas turnieju. Dziewczyna wraca do domu i postanawia przypomnieć sobie, czego kiedyś o karate nauczył ją jej ojciec.

OPIS WPROWADZAJĄCY – ciąg dalszy

Po wygranym turnieju w dojo COBRA KAI niespodziewanie zjawia się John Kreese. Dawny sensei Johnny’ego Lawrence’a uznany za zmarłego. Przychodzi on z układem współpracy do swojego dawnego ucznia. Ten jednak budzi do niego nienawiść, która nigdy mu nie przeszła. Dochodzi między nimi do pojedynku, który ostatecznie przerywa pożar dojo. Johnny jednak chce, by John Kreese wrócił skąd przyszedł.

Dojo COBRA KAI po wygranym turnieju ponownie staje się sławne. Pojawiają się nowi kandydaci do treningu, a Miguel i Jastrząb wożą się jako wielcy mistrzowie tej szkoły walki. Ich entuzjazmu nie popiera sensei Lawrence. Ten ma im za złe nieczystą walkę podczas turnieju. Wcale nie ma zamiaru ich wychwalać, a wręcz zrównuje z nowicjuszami i zmusza do kolejnych ostrych treningów. Własne dojo ma natomiast zamiar otworzyć Daniel LaRusso. Angażuje on Robby’ego w renowację parku ćwiczeń. Oficjalnie przekształca park treningowy w Miyagi-Do Karate i staje na czele nowej szkoły karate. Nie ma jednak zamiaru niszczyć, ani dawać nauczkę konkurencyjnemu dojo spod znaku kobry. Chce jedynie dać tym uczniom wybór i pokazać, że mają alternatywę. Lepszą alternatywę, ponieważ tam gdzie się znajdują wpajane są złe nawyki. Do nowego dojo dołącza również Samantha, ku zadowoleniu jej ojca.

Rywalizacja jest jednak nieunikniona. Ostatecznie Kreese postanawia kolejny raz odwiedzić dojo prowadzone przez swojego dawnego ucznia. Tym razem jednak postanawia przeprosić Johnny’ego za dawne krzywdy. Naprawił również jego połamane trofeum za drugie miejsce i oznajmia mu, że dla niego to on zawsze był najlepszy. Rozpiera go też duma i życzy reaktywowanemu dojo samych sukcesów. Sam jak oznajmia rozumie jednak, że ten nie chce jego pomocy, więc odejdzie zgodnie z życzeniem. Te słowa zgodnie z przewidywaniami Kreese’a ruszyły serce Johnny’ego Lawrence’a. Dlatego postanawia go zatrzymać i dać swojemu dawnemu mistrzowi jeszcze jedną szansę.

COBRA KAI – Sezon 2 – Recenzja – ANALIZA – część 1

Wraz z początkiem COBRA KAI 2 idzie nowe, a równocześnie wraca stare. Jak to możliwe ? W finale poprzedniego sezonu dojo spod znaku kobry odzyskuje po latach tytuł mistrzowski w turnieju All Valley. To karatecy tego dojo rok w rok wygrywali turniej mistrzowski. Największą ich chlubą był w młodości Johnny Lawrence do momentu przegranej w finale z Danielem LaRusso. Od tego momentu los się odwrócił zarówno dla samego dojo, jak i dla Johnny’ego. Teraz po latach oba te podmioty wracają na szczyt. Jednak tym razem to Johnny Lawrence pociąga za sznurki odrodzonego dojo, a tytuł zdobywa pierwszy jego podopieczny Miguel Diaz.

To jednak nie koniec podobieństw do dawnych czasów, w których właśnie te dojo świętowało triumfy. Gdzieś tylnymi drzwiami wróciła dawna ideologia „bez litości”. Na początku Johnny’emu to nie przeszkadzało. Wszak uczył się karate na tych samych ideałach. To co jednak stało się na turnieju uzmysłowiło mu, że widmo przeszłości dogania dzisiaj jego podopiecznych. Nie tak chciał prowadzić COBRA KAI. To w jego oczach zaczyna bardziej przypominać dojo z czasów Johna Kreese’a. Jednak gdy Johnny właśnie o tym pomyślał, w drzwiach dojo zjawia się jego dawny sensei. Ten sam John Kreese, który był uważany przez niego za zmarłego.

Kreese’a do świata żywych przywróciła wieść o odnowieniu dojo, które on sam niegdyś zakładał. Jak się okazuje, stary mistrz wcale nie umarł. Odrodzenie COBRA KAI to również szansa, by on sam odrodził się po latach jak Feniks z popiołów. Lawrence z początku nie wita go z otwartymi ramionami, bo wini go za swoje stoczenie, gdy ten pogrzebał jego marzenia w 1984 roku. Pamiętny turniej nie tylko go wciąż boli za upokorzenie od strony LaRusso. Boli go również postawa jego senseia, który tą jedną porażką zrównał go z niegodnymi adeptami słynnego COBRA KAI.

COBRA KAI – Sezon 2 – Recenzja – ANALIZA – część 2

Już w pierwszym odcinku COBRA KAI 2 zauważamy, że manipulacja Kreese’a przynosi efekty. Dawny sensei swoją pompatyczną przemową zjednuje sobie uznanie dawnego ucznia i uzyskuje jego przebaczenie. W rzeczywistości Kreese’owi zwisa przebaczenie. Jedynie czego chce, to udziału w ponownych sukcesach reaktywowanego dojo, które sam kiedyś zakładał i z powodzeniem prowadził. Tym samym staje się niejako drugim senseiem i ma wpływ na szkolenie adeptów. I tym oto sposobem kolejny raz wraca stare, bo wraz z powrotem Kreese’a pewne jest, że wrócą dawne zasady tego dojo. Te zasady, których się od samego początku obawiał Daniel LaRusso. Zasady których on nie akceptuje i nie chce, by ktokolwiek je akceptował. Z tą myślą przewodnią LaRusso chce dać alternatywę miejscowej młodzieży. Tworzy równoległe dojo nazwane na cześć swojego dawnego mistrza Miyagi-Do Karate.

W COBRA KAI 2 Daniel LaRusso włącza się w rywalizację już nie tylko na etapie mentorskim. Sam czynnie bierze się za szkolenie nowych karateków. Zaczyna oczywiście od tych, których ma pod ręką. Swojej córki Sam oraz nowego podopiecznego Robby’ego – syna Johnny’ego Lawrence’a. Następnie obmyśla plan jak przekonać inne dzieciaki do tego, co oferuje. Z jednej strony łączy tym samym filozofię Pana Miyagi, a z drugiej strony dodaje do niej szczyptę własnej tożsamości. Czy to przynosi efekty ? To już trzeba samemu zobaczyć w poszczególnych odcinkach COBRA KAI 2.

Choć COBRA KAI 2 jak i cały serial bazuje na sentymentach, to nie jest kalką ani krzywym zwierciadłem dawnego The Karate Kid. Scenarzyści etapowo dorzucają nam do pieca własne pomysły na tą serię. Nie da się ukryć, że również zabawne pomysły. Wszak COBRA KAI 2 nie zapomina o swojej konstrukcji komediodramatu. Tym samym w drugim sezonie dostajemy podstarzałego adepta dojo spod znaku kobry. Ten próbuje się wpasować w młodzieńcze środowisko, a humoru przy tym nie brakuje.

COBRA KAI – Sezon 2 – Recenzja – ANALIZA – część 3

Oczywiście w całej serii może śmieszyć te nadzwyczajne tempo osiągania umiejętności walki przez dzieciaków szkolonych zarówno przez Lawrence’a, jak i LaRusso. Jest to na maksa uproszczone, a uwierzcie (red. bo znam to a autopsji), że żadnej sztuki walki nie opanuje się w kilka miesięcy. No ale taki właśnie groteskowy jest przez to ten serial. COBRA KAI 2 nie zapomina również o tej warstwie typowo młodzieżowej. Wszak serial jest tworzony w konwencji teen drama. A jak w każdej młodzieżówce nie brakuje tu romansów i związków uczuciowych.

Jeden taki rozpadł się pod koniec pierwszego sezonu. Chodzi o związek Miguela i Sam. Tą sytuację wykorzystuje Robby zbliżając się do córki Daniela LaRusso. Ułatwia mu to nieświadomie sensei LaRusso, który umożliwia mu częste przebywanie z Samanthą. Początkowo Robby jest w tym temacie ostrożny, ale sama dziewczyna z czasem zaczyna widzieć w Robby’ym potencjalnego chłopaka. W tym czasie Miguel Diaz nie może zapomnieć o Sam. Stara się wymyślić sposób na jej odzyskanie, ale na jego drodze życiowej pojawia się Tory. To nowa adeptka dojo spod znaku kobry, która bardziej zainteresowana jest samym Miguelem, niż pomaganiem mu w odzyskaniu starej dziewczyny.

Sukces turniejowy zmienia też diametralnie życie Eli’ego Moskowitza. Teraz jako Jastrząb nie tylko przestaje być wyśmiewany przez rówieśników zyskując ich uznanie, ale również staje się dobrą partią dla żeńskiej części podziwiających go osób. Jego buńczuczne zachowanie może jednak odbić się na jego tymczasowym szczęściu odmiany własnego losu.

W kwestii romansów serial nie zapomina również o starszych bohaterach. Swojego szczęścia w miłości zaczyna ponownie szukać Johnny Lawrence. Zabawnie jest ukazane jego dostosowywania się pod tym względem do czasów współczesnych, bo Johnny to istny technologicznie jaskiniowiec. Pomaga mu w tym jego pierwszy uczeń Miguel Diaz. Ten nawet nie jest świadomy, że Johnny zamiast szukać nowej kobiety, bardziej spogląda w stronę jego atrakcyjnej matki.

COBRA KAI – Sezon 2 – Recenzja – O AKTORACH

To jeszcze rzut okiem na warstwę aktorską. Wspomnianą wyżej matkę Miguela – Carmen Diaz, gra w tym serialu Vanessa Rubio. Ostatnimi czasy wcieliła się ona w Nagainę w serialu „Chilling Adventures of Sabrina„.

Babcia Rosa Diaz, to aktorsko Rose Bianco. Nowy adept sztuk walki Mitch, to natomiast w rzeczywistości Aedin Mincks znany z serialu „A.N.T. Farm„.

W kontrze do niego Chris, to aktorsko Khalil Everage. A w postać młodej zdolnej adeptki Tory wciela się natomiast Peyton List. W przeszłości to przede wszystkim Emma Ross w serialu Disney Channel „Jessie„. Ostatnimi czasy to również Olivia Richmond w produkcji hulu „Light as a Feather„.

Shannon Keene, to aktorsko Diora Baird, a pracownik salonu LaRusso – Anoush, to w rzeczywistości Dan Ahdoot. Matkę Daniela – Lucille LaRusso, gra w tym serialu Randee Heller. To kolejna postać z pierwotnego The Karate Kid. Podobnie jest z aktorem powracającym do roli Johna Kreese’a. W tą postać kolejna raz wciela się Martin Kove. To aktor filmowy, który ma na koncie wiele filmowych ról, choć powszechnie kojarzony jest właśnie z filmami The Karate Kid. Serialowo to natomiast w dawnych czasach Victor Isbecki w „Cagney & Lacey„.

Nathaniel, to aktorsko Nathaniel Oh, a przewijająca się przez cały serial bezdomna Lynn, to w w rzeczywistości Susan Gallagher. Ją możemy kojarzyć z roli Val w miniserialu „Queering„.

To jeszcze na koniec Raymond przybierający pseudonim Płaszczka. Aktorsko to Paul Walter Hauser. Filmowo to między innymi Shawn z „I, Tonya„, a serialowo to Keith w „Kingdom” oraz Jeffy Renee Chisholm w „Reno 911!„.

COBRA KAI – Sezon 2 – Recenzja – PODSUMOWANIE

COBRA KAI 2 może się podobać podobnie jak pierwsza odsłona tego serialu. Mimo że w serialu brakuje świetnego soundtracku z The Karate Kid, to oprawa muzyczna może się nawet teraz podobać. Pozostajemy z nią w klimacie lat ’80 i tym razem nie jest to wciskane na siłę. Z całą pewnością dodatkowego uroku COBRA KAI 2 dodaje występ Johna Kreese’a. Powracający niczym z zaświatów Kreese niewątpliwie potrafił zawsze namieszać swoim stylem i sposobem myślenia. Przy nim zadry Johnny’ego Lawrence’a i Daniela LaRusso wydają się czysto szczeniackie. Zresztą Ci panowie doskonale wiedzą i pamiętają, kto tak naprawdę stoi za podłożem ich personalnego konfliktu. Czy Kreese po latach rzeczywiście się zmienił, czy jednak prędzej czy później odkryje przed nimi swoje prawdziwe oblicze ?

Po drugim sezonie YouTube postanowił skasować swój flagowy serial. Decyzja wydaje się absurdalna, ale miała ona związek ze zmianą strategii serwisu YouTube. Ich właściciel Google postanowił zawiesić na czas nieokreślony tworzenie fabularnych seriali oryginalnych w ramach YouTube Premium. No całe Google, chciałoby się złośliwie powiedzieć. Zawsze coś inicjują nowego, aby później szybko pogrzebać to wraz z setkami innych swoich wcześniejszych inicjatyw. Tym samym oberwało się przez to ciekawym serialom, bo produkcja Martial arts nie jest na polu porzuconych projektów jedyną ofiarą.

Na szczęście producenci serialu znaleźli drugi dom dla kontynuacji filmów The Karate Kid. Serial uratował Netflix i dzięki temu pierwsze dwa sezony możemy teraz i zawsze oglądać na tej platformie bez obawy przed ich usunięciem z bibliotek VOD. Od tego czasu omawiany serial to A NETFLIX ORIGINAL SERIES. Do tego Netflix wziął się za realizację trzeciego sezonu, którego premiera miała miejsce 8 stycznia 2021 roku.

Udostępnij w social mediach